WIDZIELIŚMY PANA! – część I

1aq.jpgJezus po swoim zmartwychwstaniu ukazywał się uczniom przez czterdzieści dni, do czasu, aż został wzięty do nieba. Święty Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian relacjonuje, ze ukazał się On w jednym czasie ponad „pięciuset braciom”, a na końcu ukazał się jemu samemu. W Ewangeliach mamy kilka szczegółowych opisów spotkań ze Zmartwychwstałym. Te opisy, chociaż są bardzo zróżnicowane, posiadają jedną wspólną cechę: uczniowie nie od razu rozpoznają Pana. I ten jeden szczegół wydaje się bardzo dziwny, gdyż uczniowie niewątpliwie byli osobami najbliższymi Jezusowi. Od śmierci do dnia zmartwychwstania, w którym miały miejsce pierwsze chrystofanie, upłynęły zaledwie trzy dni. Mimo to uczniowie, kiedy Go widzą, nie rozpoznają Go. Czy więc Jezus zmartwychwstały zmienił swój wygląd? Czy miał jakieś inne ciało? Ewangelie świadczą, że ciało Zmartwychwstałego było tym samym ciałem, które wisiało na krzyżu – Jezus swoim uczniom pokazywał swoje rany. A jednak, kiedy ci, którzy przez ostatnie trzy lata przebywali z Nim codziennie, którzy byli do Niego przywiązani i kochali Go, kiedy widzieli Go po Jego śmierci, nie od razu rozpoznawali, że to jest właśnie On. Niemniej ewangeliczne opisy wskazują, że w pewnym momencie uczniowie orientowali się, że to jest Pan. Co jednak działo się, albo co musi się stać, żeby uczniowie mogli rozpoznać Chrystusa? Dlaczego nie rozpoznawali Go na pierwszy rzut oka? Co takiego zmieniło się w Zmartwychwstałym, że wydawał się On być nierozpoznawalny? Pytania te są ważne również dla nas. Bo my również żyjemy „po zmartwychwstaniu”, a Jezus pomimo swojego wniebowstąpienia zapewnił nas, że jest z nami po wszystkie dni aż do skończenia świata. Może więc i dzisiaj zdarza się, że Jezus jest obecny, ale nasze oczy są „niejako na uwięzi”? A jeśli tak, to czy Ewangelia w opisach chrystofanii podpowiada nam w jaki sposób można Go rozpoznać?

Ewangelie faktycznie w swoich opisach pośrednio mówią o okolicznościach i warunkach rozpoznania Pana. Są to jednak bardziej sugestie niż konkretne wskazówki. Tradycja chrześcijańska, dla której Ewangelie są wciąż żywym wydarzeniem, nieustanie zagłębia się w jej treść, odczytując coraz to głębsze znaczenie tego, co wydarzyło się historycznie dwa tysiące lat temu, a co ma znaczenie dla wszystkich ludzi w każdym czasie. Świadectwem tej żywej Tradycji są oczywiście ikony. I dlatego spróbujemy odczytać trzy teksty opisujące ukazywanie się Jezusa przez pryzmat tych wspaniałych źródeł teologicznych, jakimi są tradycyjne ikony wschodnie.

Pierwsze wydarzenie to spotkanie Jezusa z Marią Magdaleną w ogrodzie, w którym pochowany został Jezus. Ewangelia opowiada o tym, jak Maria Magdalena w niedzielny poranek, udawszy się do grobu, zobaczyła odsunięty kamień. Grób był pusty, z czego Maria wywnioskowała, że ktoś zabrał ciało jej ukochanego Pana. W porywie szalonej miłości zaczęła więc Go szukać, a spotkawszy pewnego człowieka, o którym myślała, że jest ogrodnikiem, zapytała go, czy nie wie, kto zabrał ciało Jezusa. Tym ogrodnikiem oczywiście był Jezus, którego Maria rozpoznała dopiero kiedy zwrócił się On do nie po imieniu.

W tym krótkim opisie Ewangelia już sugeruje nam, że zmartwychwstały Jezus jest nierozpoznawalny po zewnętrznym wyglądzie. Moment rozpoznania to moment, w którym On – Bóg i człowiek wypowiada imię Marii. W Biblii imię jest nie tylko zewnętrzną nazwą osoby, ale jest ono związane z jej tożsamością, a nawet z jej wewnętrzną istotą. Jeśli ktoś znał imię, to posiadał niemal władzę na osobą. Przywołać imię oznaczało przywołać samą osobę. Z tego też właśnie względu w Izraelu zabraniano wypowiadania imienia Bożego. Wypowiedzieć imię oznacza bowiem uzewnętrznić niezwykle intymną relację sięgającą wnętrza. Jezus zatem w tej scenie jawi się jako Ten, który zna serce i właśnie po tej znajomości Maria Go rozpoznaje: „Oto ten, który zna moje serce”. Ale to nie jest wszystko. Jeszcze głębszą treść pozwala nam odczytać ikona przedstawiająca to wydarzenie.

01a5cd71fc5b9c63bb702ed8a5aef81a

Na ikonie w tle widzimy górę. Jest to bardzo częsty motyw ikoniczny, wskazujący na wydarzenie epifanijne. Góra jest miejscem spotkania z Bogiem. Właściwie możemy powiedzieć, że góra, która pojawia się na ikonie Narodzenia Chrystusa, na ikonie Przemienienia czy na tej ikonie, którą kontemplujemy, to ta sama góra – ten sam symbol obecności Boga i objawienia Tego, który jest skałą i fundamentem istnienia świata. Aluzja do ikony Bożego Narodzenia jest zresztą bardzo sugestywna. W ikonie Narodzenia w skale znajduje się grota, w której jest żłób, a w żłobie Nowonarodzony owinięty w pieluszki. Sama estetyka tej ikony jednak mocno sugeruje, że ta grota i żłób są faktycznie grobem, natomiast pieluszki przypominają pogrzebowy całun. W ikonie spotkania z Marią Magdaleną, mamy łudząco podobną grotę (teraz już właściwy grób) i same płótna. Zatem te dwie ikony przedstawiają dokładnie ten sam świat – świat, który jest miejscem przeklętym, miejscem śmierci. Świat, który sprawia, że każdy, kto się na nim pojawia od początku jest skazany na dążenie ku śmierci. Jednak na ikonie Spotkania grób jest pusty! Oznacza to oczywiście definitywne przemienienie całego świata. Syn Boży stając się człowiekiem zstąpił w samo centrum przeklętego świata, wstąpił w jądro ciemności i swoim zmartwychwstaniem rozsadził jego podstawy obezwładniając śmierć.

Prawdę tę dodatkowo podkreśla drzewo, które z tej góry wyrasta. Na pierwszy rzut oka wydaje się ono być uschnięte, ale pomimo swojego pozornego obumarcia wypuszcza ono nowe i świeże liście – śmierć została pokonana przez życie, a drzewo to jest w istocie rajskim Drzewem Życia, które wyrasta na glebie opromienionej zmartwychwstaniem.

Jeżeli jednak owo drzewo jest faktycznie rajskim drzewem życia, to i cała sceneria powinna obrazować Raj. I faktycznie tak jest. Intensywna i obfita zieleń na której znajdują się Jezus i Maria ma sugerować, że nie jest to zwykły ogród, ale jest to właśnie ogród rajski. Co ciekawe, te sugestie odnoszące scenę spotkania Jezusa po zmartwychwstaniu do rzeczywistości rajskiej, nie są jedynie fantazją artysty. Tradycja wczytując się w Janową Ewangelie, poznała prawdę, że w słowie Bożym nie ma przypadków. I nawet tak drobny szczegół, że człowiek, którego Maria spotkała wydawał się jej być ogrodnikiem, nie jest bez znaczenia. Cały opis męki i śmierci Jezusa w Ewangelii według św. Jana jest skonstruowany tak, by wskazywać na to, że Jezus zmierzając na krzyż, jest w istocie królem, który zdobywa, utracone przez pierwszych rodziców królestwo Rajskiego Ogrodu. Po zmartwychwstaniu Jezus zatem staje się władcą tej utraconej ziemi – staje się Drugim Adamem, a Adam jak wiadomo został umieszczony w ogrodzie Eden po to, by go uprawiać. To, co zaprzepaścił Adam, na nowo zdobył Jezus.

Również Maria jest odmalowana w sposób sugerujący jej rajskie pochodzenie i tożsamość. Pierwsze co jest uderzające w jej postaci z punktu widzenia estetyki ikony, to jej rozpuszczone włosy. W ikonografii odkryte i rozpuszczone włosy świadczą o absolutnej wolności, a pośrednio też i o nowości. Ci, którzy należą do kogoś mają włosy upięte lub zasłonięte (na przykład aniołowie, którzy są sługami Boga mają przewiązane włosy opaską). Stan absolutnej wolności, jakie symbolizują tak ewidentnie rozpuszczone włosy jak widzimy to u Marii wydaje się być z teologicznego punktu widzenia niemal niemożliwy. Święty Paweł w jednym ze swoich listów pisze, że człowiek właściwie albo należy do Boga i wtedy jest wolny, albo zaprzedaje się na służbę grzechowi – trzeciej opcji po prostu nie ma. Maria ma jednak całkowicie rozpuszczone włosy, co jest sugestią, że jest ona całkowicie „nowa”, jakby dopiero co stworzona, co znowu sugeruje podobieństwo do dopiero co utworzonej z boku Adama Ewy – absolutnie nowej niewiasty. I ta nowa niewiasta zwraca się ku nowemu Adamowi, co jest teologicznym obrazem wewnętrznej tajemnicy naszego zbawienia.

Co więcej, Maria Magdalena posiada szaty, które dla człowieka znającego język ikony mogą wydawać się co najmniej dziwne. A to z tego względu, że intensywna czerwień nie tylko świadczy o królewskiej godności, ale też dlatego, gdyż ten kolor szat najczęściej możemy spotkać na ikonach Bogarodzicy. Zatem kobieta przedstawiona na ikonie, którą identyfikujemy z Marią Magdaleną, jest jednocześnie Nową Ewą, przez co sugestie jej powiązania z Maryją są oczywiste. Nie jest to jednak utożsamienie personalne ale teologiczne – Maryja na ikonach nie tylko jest przedstawieniem Matki Bożej, ale zawsze jest także przedstawieniem Kościoła. Zatem owa niewiasta – Maria Magdalena, w ikonicznej wymowie kryje w sobie tożsamość Oblubienicy Nowego Adama – czyli tożsamość Kościoła Świętego! I w tym miejscu dochodzimy do głębokiej prawdy, wskazującej okoliczności i warunki rozpoznania Pana.

Po pierwsze, przed zmartwychwstaniem człowieczeństwo Jezusa było miejscem objawienia Jego ukrytego Bóstwa. W Jezusie Bóg objawił siebie. Po zmartwychwstaniu jakby te porządki się odwracają. To, co wcześniej było zewnętrzne (człowieczeństwo i tożsamość Jezusa historycznego) i prowadziło do tego, co wewnętrzne (Boska tożsamość), staje się wewnętrzne. Uczniowie (tutaj Maria Magdalena), nie rozpoznają Jezusa, gdyż, teraz na zewnątrz jaśnieje Jego „wewnętrzna rzeczywistość”. I cała ikona o tym przekonuje. Cała sceneria jest scenerią wewnętrznego sensu teologicznego. W tej ikonie musimy się właściwie domyślać, że owa kobieta to Maria, że miejsce to cmentarz itp. Bo zewnętrznie, estetycznie, odmalowany jest Raj, Ewa i Chrystus. A w takiej perspektywie bardziej zrozumiałe staje się, dlaczego w Ewangelii Maria rozpoznała Jezusa, dopiero wtedy, kiedy Ten wypowiedział jej imię – bo wtedy właśnie do głosu doszło to, co wewnętrzne. Jezusa zatem nie rozpoznajemy zmysłami zewnętrznymi, ale zmysłami wewnętrznymi. Bardziej sercem niż rozumem. Nie przez nasz ogląd świata, ale poprzez wewnętrzne wejrzenie w jego istotę i dynamikę – właśnie tak kontemplując świat możemy dostrzec, że On (Jezus) jest w nim absolutnie obecny.

Po drugie, tą, która jest w stanie rozpoznać Jezusa jest Kościół[1]. Kościół jest Oblubienicą Baranka, Chrystusa, Nowego Adama. Kościół jest Nową Ewą, Niewiastą utworzoną już nie z boku (żebra) Adama, ale z przebitego boku Jezusa ukrzyżowanego (i w jednym i w drugim przypadku Ewa została utworzona podczas snu Adama!). Kościół jest tą Niewiastą, która posiada intymną więź z Chrystusem i dlatego Go rozpoznaje. Ale ta znajomość Pana nie jest samoistna – Ona (Kościół) rozpoznaje Jezusa, kiedy Ten wypowiada Jej imię! Kościół rozpoznaje Jezusa tylko wtedy, kiedy się w Niego wsłuchuje i w Jego słowie rozpoznaje Tego, który ją odwiecznie zna i odwiecznie kocha.

Zatem możemy powiedzieć, że przede wszystkim, Jezusa nie da się rozpoznać bez Kościoła, a ponadto, że rozpoznanie Go jest związane z wewnętrznym rozpoznaniem tego, co ukryte pod powierzchnią doczesności. Takie poznanie nie jest jednak możliwe bez miłości.

 

[1] Używam w stosunku do słowa „Kościół”, które w j. polskim jest rodzaju męskiego, żeńskich określeń, gdyż w tekstach Nowego Testamentu, czyli w j. greckim Kościół (εκκλησια) jest rodzaju żeńskiego, co jest nie tylko przypadkową konwencją językową, ale niesie ze sobą istotny ładunek teologiczny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s